JEZUS ŻYJE!
nr. 20:
Człowiek błogosławieństw

W roku 1977 Kardynał Karol Wojtyła powiedział, otwierając wystawę, u Ojców Dominikanów w Krakowie, poświęconą postaci Piotra Jerzego Frassati'ego: "Popatrzcie jak wyglądał człowiek Ośmiu Błogosławieństw, który nosił w sobie na co dzień tę radość Ewangelii, Dobrej Nowiny, radość zbawienia ofiarowanego nam przez Chrystusa".

Trzynaście lat później, 20 maja 1990 r. podczas mszy beatyfikacyjnej Piotra Jerzego, już jako Papież powie: "Piotr Jerzy daje nam przykład, że "szczęśliwe jest życie w duchu Chrystusa, w duchu Błogosławieństw, i że tylko ten, kto staje się człowiekiem Błogosławieństw", umie darzyć braci miłością i pokojem. Powtarza nam, że naprawdę warto poświęcić wszystko w służbie Bogu. Zaświadcza, że świętość jest dostępna dla wszystkich i że tylko rewolucja Miłości może rozpalić w ludzkich sercach nadzieję na lepszą przyszłość".

Błogosławieni ubodzy duchem albowiem ich jest królestwo niebieskie.

W Błogosławieństwie tym nie chodzi wyłącznie o odwrócenie naszej uwagi od spraw ziemskich ku niebieskim, ale o nasz stosunek do posiadania. Czy potrafimy wszystko co mamy traktować jako niezasłużony dar, który otrzymaliśmy od Pana Boga. Ubodzy duchem to ludzie, którzy umieją przyjmować z wdzięcznością. Ludzie, dla których wszystko, co mają, jest darem. Pan Bóg pragnie, byśmy byli ubodzy. Mówi, że wtedy będziemy szczęśliwi. Ubodzy tzn. tacy, którzy zawsze są gotowi porzucić wszystko, co zostało im dane przez Boga, po to, by mogli otrzymać to z powrotem, powiększone i pomnożone.

Piotr Jerzy wszystko co ma (z racji bogactwa swoich rodziców, posiada wiele), ma po to, aby tym podzielić się z innymi. Rozdać wszystko ubogim i potrzebującym. Nic (dosłownie) nie zostawia dla siebie, kiedy kończy wieczorno-nocny obchód swoich biedaków, wraca do domu na piechotę, ponieważ nie ma już pieniędzy na tramwaj. Dzieli się z innymi wszystkim i do końca.

W Błogosławieństwie tym chodzi także o to, czy potrafimy traktować jako dar ludzi, których Bóg stawia na naszej drodze. Czy nie chcemy ich posiadać, mieć na własność.

Piotr Jerzy jedyny raz w swoim życiu zakochał się w dziewczynie, ale kiedy zobaczył, że ta miłość nigdy nie zostanie spełniona (ze względu na jego matkę, która nie zgodziłaby się na jego ślub), po wielu wewnętrznych zmaganiach zdecydował jednak ukryć przed nią swoje uczucia, zrezygnować z miłości i ze swoich uczuć i pragnień.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Żyjemy w świecie, w którym wciąż bada się związki przyczynowe. Na ich podstawie wymyśla się techniki działania., by być skutecznym. Skuteczność jest miarą naszego działania. Ona prowadzi do sukcesu.

Tymczasem, tylko to, co robimy łączy nas z działaniem Bożym, a nie nasze cele i wyobrażenia. Rzeczą najistotniejszą nie jest walka o realizację swoich celów, lecz samo działanie skierowane ku Bogu.

Piotr Jerzy działa w niezliczonej liczbie organizacji katolickich. Wszędzie stara się być aktywny. Każdą wolną chwilę spędza ze swoimi biedakami. Nie patrzy czy owoce są wielkie, czy odniósł już sukces, on po prostu działa bo wie, że Bóg tego od niego oczekuje. "Przyszłość jest w ręku Boga i lepiej być nie może" powie na kilka tygodni przed swoją śmiercią, a umierać będzie w wielkiej cichości, tak, że pomimo ogromnych cierpień i bólu, rodzina dopiero na 2 dni przed śmiercią zorientuje się w jego chorobie.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Nie chodzi tu o smutek, którego przyczyną jest to, że nam się coś nie udało, że ktoś nas nie lubi, że czujemy się samotni. Jest tu mowa o smutku, który odczuwamy widząc zło, grzech w sobie czy w świecie, smutek z tego powodu, że ludzie odrzucają Boga, smutek z powodu ludzkiego cierpienia, bólu, niewierności.

Ale jest to smutek, który nie obwinia, nie pogardza, nie osądza. Prawdziwy, autentyczny ból, który pozwala wejść w mękę Chrystusa. A błogosławieństwa, szczęście tego smutku to nadzieja, że Boża miłość zdolna jest wyprowadzić życie nawet ze śmierci. I jest to przyczyna radości chrześcijan.

Piotr Jerzy idzie do chorych, biednych i opuszczonych, aby płakać z płaczącymi, ale nie pozostawi ich samych sobie . Pomaga im materialnie, robi zastrzyki i przynosi lekarstwa, pomaga im załatwiać sprawy w urzędach, przesiaduje w ich domach, aby z nimi rozmawiać i ich pocieszać. A w każdy pierwszy piątek miesiąca zaprowadza ich do kościoła, aby razem z nimi pójść do spowiedzi i przyjąć Komunię Święta. W ten sposób chce im pokazać Tego, który da im prawdziwą radość i szczęście.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Głód sprawiedliwości to głód Boga, Jego porządku w świecie, a także ładu w naszym życiu. Jest to głód, pragnienie, którego nigdy się nie pozbędziemy, bo jest ono wpisane w nasze wnętrze. Jeśli nawet zaprzeczymy jego istnieniu, to w rzeczywistości przeniesiemy je tylko na jakieś przedmioty, ludzi czy idee.

Ale nic i nikt poza Bogiem nie zaspokoi do końca tego głodu. Wszystkie nasze pragnienia dopiero skupione wokół najważniejszego, pragnienia Boga, zajmą właściwe miejsca. Bez takiego uporządkowania, gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, nasze życie skazane jest na nieład.

Piotr Jerzy całe swoje życie nie chce się zgodzić z porządkiem tego świata. Już jako dziecko bardzo przeżywa I Wojnę Światową. Swoje dziecięce oszczędności wysyła żołnierzom na front, a do swoich kolegów wysyła pocztówki, przedstawiające skutki wojny. Nawet wtedy, gdy przebywa za granicą, w Niemczech, jak syn ambasadora w Berlinie, idzie do robotników, do biedoty, aby zaszczepić w nich pragnienie poznania Boga, pragnienie aby świat stał się lepszy.

Występuje w sposób bardzo zdecydowany i odważny przeciwko rodzącemu się faszyzmowi, przeciwko rozwijającemu się komunizmowi. Jego działanie ma charakter czynny, nie boi się wyjść na ulicę, by bronić sprawiedliwości.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Każdy człowiek doświadcza miłosierdzia Boga i każdy jest wezwany do stawania się miłosiernym. Nie chodzi tu o zasłużenie na pobłażliwość w zamian za okazanie jej bliźnim. Człowiek staje się miłosierny nawracając się, zwracając się ku Bogu, odkrywając wierność Jego współczucia, poznaje szczęście, jakim jest bycie kochanym przez Niego. Wówczas sam staje się zdolny do okazywania miłosierdzia.

Piotr Jerzy mówił: "Jezus przychodzi do mnie w Komunii św. Każdego dnia, a ja Mu się odwdzięczam za to w dostępny mi skromny sposób, odwiedzając Jego biedaków".

Już od wczesnego dzieciństwa Piotr Jerzy widzi w każdym biedaku Jezusa i stara się mu pomóc. Kiedy idzie ze swoim dziadkiem do ochronki, to siada zaraz z jakimś chorym dzieckiem na owrzodzenia i je z nim zupę z jednej miski. Nie pozwala matce wyrzucić z domu biedaka, gdyż "jego tutaj przysłał Jezus". Kiedy widzi biedne dziecko idące ulicą bez butów ze swoją mamą, bez wahania oddaje mu swoje buty. Tak właśnie będzie czynił do końca swojego życia.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Czystego serca to tyle, co czystego wnętrza, myśli, umysłu, woli. Mieć czyste serce, to mieć serce, które zostało stworzone przez Boga i nieustannie przez Ducha św. Jest odnawiane. Mieć czyste serce, to znaczy wszędzie, we wszystkim widzieć Boga, objawiającego się na niezliczone, różne sposoby. Czystość serca oczyszcza spojrzenie. Czystość przenika wtedy brzydotę, upadek, cierpienie, aby odnaleźć w nich Boga.

Piotr Jerzy widząc swoją słabość, prosi w liście swojego przyjaciela: "Proszę módl się trochę za mnie, aby Bóg dał mi żelazną wolę, która się nie ugnie i nie sprzeciwi Jego zamysłom".

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Istnieje bardzo bliska więź między tym błogosławieństwem a poprzednim, ponieważ czystość serca i pokój tworzą nierozdzielną całość. Prawdziwy pokój rodzi się w nas z czystości serca, a bez pokoju w nas samych nie mamy większych szans, by nieść go innym. Aby mieć taki pokój, trzeba byśmy poznali prawdę o sobie i w miłosierdziu zaakceptowali ją. Zobaczyć siebie w całej prawdzie możemy tylko w obliczu Boga. Takim miejsce jest adoracja w ciszy Najświętszego Sakramentu. Jeśli będziemy mieli pokój w sercu, będziemy mogli nieść go innym.

Piotr Jerzy niesie pokój ludziom i światu jak mało kto. Nigdy nie narzeka, wszystko co robi, robi w ogromnym pokoju i spokoju. Nawet wtedy, kiedy jego ojciec podejmuje decyzję, żeby go zatrudnić w swoim imperium prasowym (wbrew jego woli), zgadza się na to, aby tylko zadowolić swojego ojca. Swoją siłę do niesienia pokoju czerpie z adoracji, jest jej wierny każdego dnia. Jeżeli cały jego dzień był pochłonięty nauką i pracą dla biednych, wtedy modli się i adoruje Pana Jezusa w nocy.

Na kilka miesięcy przed śmiercią pisze do swojego najlepszego przyjaciela: " Składam ci najlepsze życzenia, raczej tylko to jedno, ale myślę, że jedyne, jakie prawdziwy przyjaciel może złożyć drogiemu przyjacielowi: Pokój Pański niech zawsze będzie z tobą, bo jeśli co dzień będziesz posiadał pokój, zaiste będziesz bogaty".

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie.

Bycie prześladowanym dla sprawiedliwości w sensie ewangelicznym nie oznacza zwykłego cierpienia wtedy, kiedy jest się niewinnym. Być prześladowanym dla sprawiedliwości, to pójść za Chrystusem, wziąć swój krzyż i iść za Nim. A to znaczy miłować tak, jak On miłuje. I na tej drodze miłości czeka nas prześladowanie, dla większości z nas prześladowaniem tym będzie nie kończący się ciąg drobnych udręczeń pochodzących nie od wrogów, lecz od przyjaciół, rodziny, sąsiadów, jako reakcja na nasz stosunek do aborcji, wierności i czystości, Kościoła i prawd wiary, czy też do pieniędzy i spraw materialnych.

I pójść za Chrystusem wymaga od nas miłości do naszych prześladowców i przebaczenia im. Jeśli okażemy się do tego zdolni, w sercach naszych zagości radość.

Piotr Jerzy nieustająco znosi krytykę ze strony swoich rodziców, którzy mają go za wielkiego nieudacznika. Broni wiary na każdym miejscu, gdzie tylko Bóg go stawia. Podczas pokojowej manifestacji broni zaciekle swojego sztandaru przed policją, która ich zaatakowała. Na uczelni stoi przed gablotą z ogłoszeniami organizacji katolickich, z kijem w ręku, gotowy bronić jej do ostatka. Kiedy wiesza na uczelni ogłoszenie o spotkaniu Akcji Katolickiej i ktoś je zrywa, na to miejsce wiesza dwa, gdy ktoś je zerwie wiesza cztery itd. Aż dojdzie do 64 ogłoszeń.

O potrzebie walki za wiarę powie tak: "Życie bez Wiary, bez dziedzictwa, którego się broni, bez podtrzymywania Prawdy w nieustannej walce, to jest nie życie, lecz wegetacja".

Poza tym wszystkim o czym tu napisaliśmy, Piotr Jerzy bardzo dużo uwagi poświęca swoim ukochanym górom. Jest nieprzeciętnie wysportowany. Chodzi po górach (zdobywa najtrudniejsze szczyty Alp włoskich i francuskich), doskonale jeździ na nartach, uprawia również inne sporty. Jest członkom wielu organizacji i stowarzyszeń (we wszystkich stara się działać aktywnie), jedno ze stowarzyszeń zakłada sam ze swoimi przyjaciółmi.

Stowarzyszenie "Ciemnych Typów".

Przemysł turystyczno-alpinistyczny i temu podobny, z kapitałem przelanym, tak przelanym, że już go nie ma.

Statut

  1. Założone Towarzystwo "Ciemnych Typów" składa się ze wspólników i wspólniczek, podzielonych na dwie grupy: drabów i drabinek.
  2. Władzami Towarzystwa są: zgromadzenie ogólne, prezes, kierownik wycieczek itp., sekretarz i jeden "leć-przyleć".
  3. Aby zostać przyjętym jako drab(inka), trzeba złożyć podanie do drabów - założycieli i zostać zatwierdzonym przez zgromadzenie ogólne.
  4. Dewizą Towarzystwa jest: niewielu, ale dobrych jak makaron (włoski!) ...
  5. Jest absolutnie zakazane wszystkim drabom i drabinkom przynoszenie psów, a szczególnie monogreńskiej rasy, zabronione jest także wprowadzanie pieprzu itp. owadów.

Małgorzata i Janusz Tarasiewiczowie
(fragment konferencji wygłoszonej na II Międzynarodowym Forum Młodych w Wadowicach)

Piotr Jerzy Frassati

urodził się 6 kwietnia 1901 roku w Turynie. Ojciec był ateizującym liberałem, matka katoliczką formalistycznie traktującą obowiązki religijne. Wychowywał się z młodszą siostrą Lucianą w atmosferze dyscypliny i porządku. Jako zdrowy, wysportowany, przystojny student politechniki, był szczerze lubiany przez kolegów i koleżanki, których porywał na górskie wspinaczki w Alpach, ale również do udziału w nabożeństwach, procesjach, adoracjach itp. Był czynny w stowarzyszeniach religijnych, a także społecznych, zwalczających komunizm i faszyzm. Pasją życiową Piotra Jerzego, niemal od dzieciństwa, była troska o ludzi biednych, chorych i samotnych. Interesował się sztuką i literaturą. Mając 24 lata niespodziewanie zachorował na paraliż dziecięcy, zaraziwszy się od biednych mieszkańców slumsów. Umierał w ogromnych cierpieniach, starając się to ukryć przed rodziną. Umarł 4 lipca 1925 roku tuż przed ostatnim egzaminem na politechnice. Na jego pogrzeb przyszły tysiące biedaków i ludzi chorych z Turynu i innych regionów. 20 maja 1990 roku Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym. Piotr Jerzy wskazał młodym współczesnego świata ścieżkę prowadzącą na szczyty przyjaźni z Chrystusem.
Piotr Jerzy Frassati jest patronem Światowych Dni Młodzieży w Toronto.

Małgorzata i Janusz Tarasiewiczowie

Copyright © by "JEZUS ŻYJE"
";